Caroline
Weszłam schodami na górę, ściany wypełnione były zdjęciami mojej mamy razem z tatą i mną. Czego innego mogłam się spodziewać. Babcia nigdy nie przeboleje ich śmierci, jestem tego pewna. Stanęłam przed drzwiami pokoju który należał kiedyś do mojej mamy.Delikatnie odłożyłam torbę i drżącą ręką nacisnęłam klamkę, pchnęłam drzwi które otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Zrobiłam krok do przodu i cieszyłam się że jeszcze nie zdjęłam okularów przeciwsłonecznych. Pokój był w jasnych barwach z duża ilością słońca. Ściany o kolorze brzoskwiniowym i brązowy dywan świetnie dopełniały przytulne wnętrze tego pokoju. Wzięłam torbę i położyłam ją na łóżku wyciągając ubrania i chowając je do szafy i komody. Ciągle zastanawiałam się nad słowami Stilles'a. Rozumiem że za mną tęsknił ja za nim też ale słowa które wypowiedział zabrzmiały dziwnie, potrząsnęłam tylk głową i uśmiechnęłam sie do odbicia w lustrze. Schowałam telefon do kieszeni i wyszłam z domu aby spotkać się z chłopakami w ruinach starego domostwa czyli tam gdzie zawsze się widywaliśmy gdy byliśmy mali. Postanowiłam tam dotrzeć bez żadnych nadnaturalnych mocy więc podeszłam do babci dałam jej całusa w policzek.
-Babciu wychodzę spotkać się z chłopakami. Jak będę wracała to zadzwonię.- Uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam ją co odwzajemniła. Wzięłam kluczę i ruszyłam powoli w stronę miejsca naszego spotkania. Mijałam drzewa które za czasów mojego dzieciństwa były jeszcze małymi krzaczkami a teraz były ogromnymi postawnymi drzewami. Po chwili usłyszałam donośny śmiech tak to na pewno byli oni jeszcze ten charakterystyczny zapach który wisiał w powietrzu ale nie było tam dwóch osób, były trzy. Dwóch wilkołaków i jeden człowiek. Jeden to Scott a drugiego nie znałam. Odsłoniłam gałąź która odgradzała mnie od nich i ruszyłam w ich stronę. Stał z nimi wysoki, umięśniony mężczyzna z czarnymi włosami i zarostem. Ideał. Wystarczyło tylko słowo by go opisać nic więcej. Był moim ideałem, jednak nie chciałam wyjść na napaloną nastolatkę więc uśmiechnęłam się tylko lekko.
-Hej.- Powiedziałam siadając obok Stilles'a, uśmiechnęłam się do niego przyjacielsko po czym póściłam oczko Scottowi. Nieznajomy spojrzał na mnie po czym powiedział tylko.
-Muszę już iść mam dużo to roboty.- Po czym odwrócił się i poszedł, pewnie przeszkadzała mu obecność wampira. Rozumiem, nie wszyscy likantropii są tolerancyjny co do stworzeń nocnych innych niż oni, ale to tylko i wyłącznie ich problem. Nasza trójka została, rozmawialiśmy wspominaliśmy i opowiadaliśmy co robiliśmy gdy się nie widzieliśmy, wiele zamieszania było w życiu Scotta ale radził sobie. Zawsze był twardy i zdecydowany, byłam w tej sytuacji z niego dumna.