Caroline
Tak to koniec liceum. Mimo iż czekałam no to tak długo jednak teraz moje uczucia są mieszane, zostawić wszystkich swoich przyjaciół i wyjechać na studia. Jednak teraz miałam mieć wakacje, coś pozytywnego. Coś to nawet za mało powiedziane. Wakacje miałam spędzić u mojej babci która mieszka w północnej Kalifornii. Zwykle nie jeździłam do babci ale po śmierci mamy i taty to będzie chyba najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza że to tam mam zamiar studiować. Stojąc tak przed lustrem i strzelając miny myśląc o tym co mnie tam czeka czułam się dziwnie. Znałam tam wiele osób, z wieloma się wychowałam na przykład: Stiles, Scott. Byli oni moimi przyjaciółmi z dzieciństwa. Razem zawsze się bawiliśmy i spędzaliśmy wspólny czas, lecz teraz bałam się spotkania z nimi po latach. Oni wyrośli zmienili się ja również. Mają swoich przyjaciół, dziewczynę ma tylko Scott, zapytacie pewnie skąd wiem. Odpowiedź jest bardzo prosta, Facebook wie wszystko i nie da się tego ukryć. Zawsze gdy byłam mała starałam się trzymać blisko Scotta, był przystojny i miły sprawiał poczucie bezpieczeństwa mimo iż byliśmy małymi dziećmi i w trudnej sytuacji nie zrobił by nic, jednak dla 10 latki wydawał się być superbohaterem. Stiles natomiast był... Stilesem. Był ciapowaty zawsze sprowadzał na siebie problemy mimo iż tego nie chciał, był tak bardzo roztrzepany że aż to było zadziwiające. Wzięłam torbę stojącą koło mojej nogi i ostatni raz spojrzałam w lustro.- Damy radę Caro, nie ma tam Klausa Tylera i nadnaturalnych stworzeń.- Powiedziałam patrząc w swoje odbicie. Z drugiej strony gadałam głupoty, na pewno sa tam jakieś wilkołaki, wampiry czy inne stwory wśród których na pewno nie będę samotna, ale na pewno będę zagrożona. Westchnęłam tylko i wyszłam z łazienki, idąc schodami w dół podziwiałam wspólne zdjęcia moje i mamy. Nie zabierałam ich ze sobą. Przeciez ja tu jeszcze wrócę nie odchodzę na zawsze. Tylko na jakiś czas, chyba na jakiś czas. W końcu po 15 minutach krzątania się po domu i szukania powodów byle tylko nie wyjść na zewnątrz, udało mi się w końcu wyjść. Nie oglądając się za siebie wrzuciłam torbę na tylne siedzenie mojego samochodu, siadłam na fotelu kierowcy i odpaliłam samochód przy okazji zapinając pasy. Siedziałam jeszcze chwilę nie wiedząc po co, ciągle usilnie wmawiałam sobie że przecież nie wyjeżdżam na zawsze, te słowa brzmiały echem w mym głowie niczym starożytna mantra. W końcu spojrzałam ostatni raz na odbicie domu w lusterku i ruszyłam w drogę do babci, do nowego miejsca do nowej przyszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz