niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 2

Caroline
Podróż była długa jednak dla wampira nie była ona wcale męcząca. W końcu mnie nic nie męczyło i byłam silna chyba że długo nie piłam krwi. Na szczęście w samochodzie miałam ukrytą przenośną lodóweczkę w której było kilka litrów krwi. Zaparkowałam na podjeździe mojej babci i zakładając okulary przeciwsłoneczne wysiadając z samochodu. Wielkim uśmiechem przywitałam moje przyszłe miejsce zamieszkania. Beacon Hill. Jedna rzeczą jaka mnie zaskoczyła był fakt iż z domu nie wyszła tylko babcia lecz ona i dwóch chłopaków. W powietrzu rozniósł się zapach wilkołaka i zwykłego człowieka. Spojrzałam na dwójkę chłopaków to był Stiles i Scott. Zapach wilkołaka bił bardziej od Scotta, ale przecież to nie możliwe. On nie mógł być wilkołakiem. Takiego obrotu sprawy nie spodziewałam się chyba nigdy w życiu. Widziałam zdziwione spojrzenie Scotta oraz zdezorientowane spojrzenie Stilesa który nie zrozumiałam mierzenia się spojrzeniami. oboje już wiedzieliśmy że to w jakiś niewielki sposób komplikuje sprawę. Scott podbiegł w moją stronę i objął mnie mocno na przywitanie.
- Nie spodziewałem się że i ty...- Nie dokończył. Nie musiał . Wiedziałam o co chodzi, nie spodziewał się tego że i ja stałam się nadnaturalnym stworem który mordował dla krwi.
- A ja nie spodziewałam się że ty...- Również nie dokończyłam ale przytuliliśmy się mocniej czując że to nas do siebie zbliża, że rozumiemy się świetnie i znamy ból bycia czymś innym niż człowiek ale niekoniecznie złym. Zaraz za Scottem podszedł Stiles. Mogłam z czystym sumieniem powiedzieć że zmienił się i to na dobre, również mnie objął nieco mocniej i pewniej niż Scott. Wtuliłam sie w niego lekko, po chwili poczułam delikatne muśnięcie jego nosa na mojej szyi i jego szept.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłem za tobą i za twoją obecnością. - Dziwnie to zabrzmiało w jego słowach, sama zdziwiłam się na jego zdanie. Brzmiało trochę jak zakochany wilczek ale nie skomentowałam tego tylko kiwnęłam lekko głową i odsunęłam się od niego nie pewnie.
- Spotkajmy się potem tam gdzie zawsze. Ja muszę tylko rozpakować i coś zjeść. - Powiedziałam spokojnie i wyciągnęłam swoją torbę z samochodu i ruszyłam do wnętrza domu nawet nie próbując słuchać że chcą mi pomóc. Stanęłam przed drzwiami, nie mogłam wejść nie byłam zaproszona, piekielny zwyczaj z zaproszeniem. Po chwili jednak moje króciutkie modły zostały wysłuchane bo babcia krzyknęła do mnie.
- Wchodź Caroline, to przecież twój dom. Nie musisz czekać na specjalne zaproszenie ode mnie.- Nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła. Chciałam jej powiedzieć kim jestem ale to byłby dla niej zbyt duży szok. Była starszą kobietą nie chciałam żeby doznała szoku na wieść o tym że jej ukochana wnuczka i jedyna zresztą jest wampirem. Obawiam się że nie przeżyłaby tego. W dosłownym i przenośnym sensie tego zdania.


Stiles;
-Ona jest wampirem Stiles, twoja wielka miłość jest skierowana do wysokiej szczupłej złotowłosej wampirzycy. Nic tego nie zmieni, niech to w końcu dojdzie do twojej małej łepetynki.- Powiedziała wkurzony Scott łypiąc na mnie groźnie swoimi oczami. Od pół godziny wmawiał mi że Caroline jest wampirem, do mnie jednak ten fakt nie umie dojść. Nie mogę uwierzyć że taka dziewczyna jest takim potworem. A co jeśli ona chce wypić moją krew? A co jeśli zacznie zabijać? A może zrobi coś Scottowi? W mojej głowie nie było juz miejsca na nic innego tylko kotłowały mi się tam pytania w ilościach astronomicznych. Na żadne jednak nie umiałem znaleźć sensownej odpowiedzi. Spojrzałem na przyjaciela po czym zadałem najprostsze pytanie.
- Nie będziecie ze sobą konkurować prawda?- Zapytałem a w moich oczach pojawił się nieukrywany strach. Co ja bym wtedy zrobił przecież nie mogłem wybierać pomiędzy miłością mojego zycia która była nieumarłym krwiopijcą a moim przyjacielem który był likantropem. Wybór między tą dwójką był nie możliwy. Scott popatrzył na mnie z pobłażaniem po czym zarzucił mi ramie na szyję i przycisnął moja głowę imitując duszenie mnie.
- Spokojnie twoja wielka epicka wampirza miłość za bardzo mnie lubi żeby mnie zabijać.- Zrobiłto celowo wiedział że zawsze byłem zazdrosny o ich nić porozumienia a teraz byłem zazdrosny podwójnie wyszarpnąłem się i spojrzałem z uśmiechem na ustach.
- Dupek z ciebie, aż dziwne że Allison z tobą wytrzymuje ja bym chyba nie dał rady, całować się z kimś kto po pełni śmierdzi jak mokry pies.- Pokazałem mu jezyk i zaczęliśmy sie przepychać ze śmiechem idąc w stronę swoich domów.

cdn.
prosiłabym o zostawianie jakiś komentarzy jako znak że ktoś to w ogóle czyta xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz